Zmasowany atak piekielnego, apokaliptycznego
noise rocka rodem z wytwórni prowadzonej przez mistrzów gatunku, muzyków formacji
Neurosis. A jaki wydawca, takie wydawnictwa.
"At The Soundless Down" to ponad godzina ociê¿a³ych, powoli posuwaj±cych siê naprzód, gitarowych nawa³nic; czasem dla zmy³ki kusz±cych przyjemnymi melodiami z pogranicza poetyki lo-fi i ascetycznego minimal rocka, zdecydowanie jednak czê¶ciej eksploduj±cych siarczystym czadem albo przynajmiej rozedrgranymi plamami gitarowych przesterów.
Fajne, a jednocze¶nie niefajne jest to, ¿e Red Sparowes skrzêtnie unikaj± d¼wiêkowego rytualizmu i innej pretensjonalnej ezoteryki, co z wielkim powodzeniem praktykuje rzeczone Neurosis, a co z wielkim hukiem kompromituje pó¼niej stadko nieporadnych na¶ladowców. Autorów "At The Soudless Down" interersuje ha³as jako taki. Dramaturgia ciszy i zgie³ku. Muzycy daruj± sobie kombinacje i eksperymenty – pe³nymi gar¶ciami czerpi± z tego co do muzyki wprowadzi³ Sonic Youth, Tones Of Trail, oczywi¶cie tak¿e wszechobecne Neurosis i nawet bez specjalnej obróbki wykorzytuj± to w swoich kawa³kach. Brzmi to wszystko bardzo naturalnie, spontanicznie i przyt³aczaj±co, chocia¿... na do¶æ krótk± metê. Skupienie siê wy³±cznie na nutach – i to jest ta "niefajna" strona p³yty – sprawi³o, ¿e poza zdrowym, t³ustym jazgotem nie ma w tej muzyce ¿adnego drugiego dna, do którego mo¿na by dokopywaæ siê przy kolejnych przes³uchaniach. Wszystko jest doskonale przewidywalne i oczywiste, co – jak wspomnia³em – nie odbiera p³ycie uroku, a muzykom klasy. Powoduje jednak, ¿e po pierwszym przes³uchaniu znamy na wylot wszystkie zakamarki "At The Soudless Down" i... trochê nie ma po co do niej wracaæ. Chyba oczywi¶cie, ¿e kto¶ lubi siê z rana trochê rozwalcowaæ.