Mam pewien problem ze
Stereophonics. Nie jest to mo¿e rzecz, która permanentnie spêdza mi sen z powiek, niemniej przy ka¿dym nowym albumie Walijczyków powraca pytanie "czego im brakuje?". W³a¶nie ukaza³ siê album
"Keep Calm and Carry On" i znów siê zastanawiam.
Analizuj±c "na sucho" panowie ze Stereophonics powinni byæ wielcy, jak Coldplay. Maj± niebywa³y dryg do melodii. Ka¿da z ich piosenek jest albo wielce energiczna i przebojowa (te szybsze, zadziorniejsze), albo pe³na uroku (ballady). Co wiêcej, arty¶ci wyj±tkowo efektownie ¿ongluj± popowymi patentami ("Innocent") i rockow± w¶ciek³o¶ci± ("She's Alright", nerwowe "Trouble"). Nies³ychanie zgrabnie balansuj± miêdzy radiow± przystêpno¶ci± i alternatywnym brzmieniem. Kelly Jones ma przy tym niezmiennie kapitalny, zachrypniêty g³os, który - jestem pewna - potrafi roztopiæ niejedno niewie¶cie serce. I kiedy tak s³uchamy "Keep Calm and Carry On" kawa³ek po kawa³ku, wszystko gra. Do pojedynczych piosenek nie sposób siê przyczepiæ. Jest ogieñ, a gdzie trzeba melancholia. Jest organicznie, gitarowo, ale i z miejscem na elektroniczne eksperymenty. Za spraw± produkcji Jima Abbissa jest bardziej g³adko i brytyjsko ni¿ na poprzednim "Pull the Pin", ale Stereophonics znakomicie siê w takich d¼wiêkach czuj±. Owszem, zdarzaj± siê s³absze numery ("Beerbottle"), tych dobrych jest jednak zdecydowana wiêkszo¶æ (kapitalne "Trouble", "I Got Your Number", "Stuck in a Rut").
Nadal wiêc zachodzê w g³owê, czego im brakuje? Jaki pierwiastek potrzebny jest Walijczykom, by rozkochali t³umy i zdobyli moje serce. Bo chocia¿ podoba mi siê na tej p³ycie niemal wszystko (tak jak na poprzedniej, i jeszcze wcze¶niejszej i tej przed ni±, itd), wiem, ¿e szanse, bym po ni± siêgnê³a za kilka lat a nawet miesiêcy s± marne. Ze 100-procentowym prawdopodobieñstwem "Keep Calm and Carry On" stanie ³adnie obok pozosta³ych kr±¿ków zespo³u (posiadam wszystkie d³ugograj±ce dzie³a) i tak samo jak one zbieraæ bêdzie kurz. A ja siê nadal bêdê od czasu do czasu zastanawiaæ.