Nuta.pl
 
 
 

  PowrótB I E ¯ ¡ C Y   T E M A T  

  

ARCHIWUM

Podobno Ian Anderson jest tak przesi±kniêty zapachem rozchodz±cym siê z jego stawów rybnych, ¿e aby zamieszkaæ w hotelu, musi wynajmowaæ ca³e piêtro. Gnany dziennikarsk± ciekawo¶ci±, pobieg³em do Sali Kongresowej, aby na „w³asny nos”sprawê zbadaæ. By³em, widzia³em i je¶li o mnie chodzi, aromat, jaki p³yn±³ ze sceny, przywodzi³ na my¶l raczej reumatyzm.

Jethro Tull to historia, która ci±gnie siê ju¿ od ponad trzydziestu lat. Miewa³a momenty wa¿ne, jak choæby s³ynny „Aqualung” czy trochê niedoceniany, najbardziej folkowy okres „Songs From The Wood” i „Heavy Horses”. Miewa³a te¿ momenty, o których najlepiej zapomnieæ – bombastyczne „A Passion Play” czy prze³adowane kiczowat± elektronik± „Under Wraps”. Przewa¿nie by³ to jednak po prostu niez³y zespó³, którego wyj±tkowo¶æ tkwi³a raczej w barwnej osobowo¶ci i talencie flecisty, Iana Andersona, ni¿ w samych kompozycjach. I ten w³a¶nie fakt najlepiej potwierdzi³ warszawski koncert zespo³u.

Jego program najwyra¼niej mia³ przekonaæ widzów, ¿e, koniec koñców, Jethro Tull jest kapel± blues rockow±. Sporo akcentów z najwcze¶niejszych p³yt (zw³aszcza „This Was”), ca³kowite unikanie materia³u z lat 80., a nawet drugiej po³owy lat 70. (ten okres reprezentowa³ tylko „Hunting Girl” z „Heavy Horses”) i sklecenie ca³ej reszty wystêpu z dwóch ostatnich wydawnictw („J-Tull Dot Com” oraz solowego albumu Andersona „Secret Language Of Birds”) mia³o stworzyæ ³adn± paralelê, sugeruj±c±, ¿e zespó³ wróci³ do korzeni. Rzeczywi¶cie by³ to atut koncertu – niewiele oklepanych od dziesiêcioleci hitów, sporo improwizacji i scenicznej zabawy d¼wiêkiem rozja¶nia³o atmosferê i wprawia³o widzów w zaskakujacy (zwa¿ywszy na ¶redni± wieku) entuzjazm. Andersona te¿. Mo¿na siê z niego nabijaæ i kpiæ – ¿e stary, ¿e od trzydziestu lat udaje ¶mietnikowego dziada, a jest milionerem, ¿e swoje powiedzia³ ju¿ kilkana¶cie lat temu...itp. – ale na pewno nie sposób odmówiæ mu charyzmy. Bryka³ i pl±sa³ na jednej nodze, gra³ nies³ychanie ¿ywio³owe solówki na flecie, ¶mia³ siê, ¿artowa³, w ka¿dym razie odnosi³o siê wra¿enie, ¿e bawi siê swoj± muzyk± nie gorzej ni¿ publiczno¶æ. Odró¿nia³o go to niestety od reszty sk³adu, która bardziej nadawa³a siê na potañcówkê w domu starców ni¿ koncert rockowy. Precyzja i wzorowe wykonanie nie t³umaczy kompletnego braku polotu i emocji - sporadyczne wyg³upy na "andersonowsk±" mod³ê wydawa³y siê wykalkulowymi pomys³ami lidera, nie za¶ spontaniczn± inicjatyw± muzyków.

Jedna refleksja – Jethro Tull od dawna nie stworzy³ nic godnego uwagi i raczej nie nale¿y spodziewaæ siê, ¿eby kiedy¶ jeszcze stworzy³. Ale nie zmienia to w niczym faktu, ¿e zespó³ w dalszym ci±gu potrafi porawaæ t³um (Kongresowa pêka³a w szwach) i dostarczyæ mu porcjê naprawdê niez³ej zabawy. Co jeszcze wa¿niejsze – lepiej czy gorzej, ale grupa idzie swoj± drog±, przynajmniej staraj±c siê poszukiwaæ w muzyce czego¶ nowego. To, ¿e niespecjalnie im to wychodzi, to inna rzecz. Jeden raz w ¿yciu warto zobaczyæ Jethro Tull - ten rodzaj rockowej ekspresji poza nimi w zasadzie nie istnieje

 

Autor: WOW

Na góre strony

ARCHIWUM


nick  has³o 
Zapamiêtaj mnie         

Obecni on-line
zaloguj siê, aby zobaczyæ listê obecnych on-line