Dżemowców Jurka Styczyńskiego i Jacka Dewódzkiego dorwałem za sceną opolskiego Amfiteatru – w miejscach, które podobnie jak ja zwiedzali po raz pierwszy. Ciekawe to o tyle, że choć od lat mieli do tego powody, do tej pory im się to nie udało. Koncert zaczął się od „Wehikułu czasu” (zaopatrzonego w rewelacyjne chórki), potem poleciała nowość „Albo być albo mieć” (z dęciakami). Druga połowa była akustyczna: ruszyli „Lunatycy” (solo Jurka zabiło), a na koniec polała się „Whisky”. Ostatecznie jednak panowie zakończyli wieczór piwem. I rozmową.
MAMY DUŻO CZASU
Qn: Dlaczego właściwie gracie w tym miejscu?
Jerzy Styczyński: Dlatego, że my gramy wszędzie, gdzie nas zapraszają. A że nas zaprosili tutaj – zagraliśmy koncert.
Qn: Pierwszy raz…
JS: Tak.
Qn: Dlaczego w tym roku obchodzicie dwudziestolecie, skoro dziesięciolecie obchodziliście jedenaście lat temu?
JS: Jedenaście lat temu? (zastanawia się – przyp. Qn) Słuchaj, to był pomysł organizatorów tego festiwalu, żeby tu nam zrobić taki jubileusz.
Qn: Czyli data z czapy?
JS: Nie aż tak. W sumie do eliminacji startowaliśmy rzeczywiście w 1979 r., ale niektórzy uważają rok 80 za początek naszej działalności. W ogóle różni ludzie różnie traktują nasz jubileusz. Dla niektórych zaczęliśmy istnieć, tak jak mówisz, w 1979 r., dla niektórych w 1980 r., dla niektórych w latach 90., a dla innych w ogóle nie istniejemy. Woleliby, żebyśmy nie istnieli. Tak że to jest różnie. Są tacy, dla których zaczęliśmy istnieć dopiero parę lat temu.
Qn: Skoro uznajecie tę datę, dlaczego nie obchodzicie jej w Jarocinie?
JS: Nie ma Jarocina!
Qn: Ma się odbyć w tym roku.
JS: Ale nas nikt nie zaprosił. To jest dziwne, trochę nam jest głupio, bo rzeczywiście z Jarocinem jesteśmy bardzo związani. Tyle edycji, ile tam się odbyło – przeważnie na wszystkich graliśmy. Nawet kończyliśmy te festiwale. Teraz nikt nas nie zaprosił. A nie będziemy się na siłę wpraszać. Mamy taki zwyczaj: mamy dużo czasu. Nie teraz, to może za rok, może za dwa lata.
Qn: Możecie sobie na to pozwolić?…
JS: Do Opola nas zaprosili po dwudziestu latach. Mamy dużo czasu, naprawdę.
Qn: Zaskoczyła mnie ścieżka multimedialna na Waszej nowej płycie, „Być albo mieć”. Co o tym myślisz, co myślisz w ogóle o komputerach?
JS: Generalnie z nich nie korzystam – nie są mi w życiu potrzebne. Natomiast ludzie, którzy z nich korzystają, twierdzą, że im są potrzebne. Na pewno ułatwiają życie, ale ja jakoś jestem tradycjonalistą. Nie mam komputera w domu, ale jak długo się bez niego obejdę – nie wiem.
Qn: A jak widzisz komputery w muzyce?
JS: Nie lubię komputerowej muzyki. Lubię żywą muzykę, żywe, prawdziwe instrumenty, żadne jakieś sztuczne barwy.
Qn: Co w takim razie sądzisz w ogóle o nowoczesnej muzyce? Szczególnie chodzi mi o rolę gitary, bo przecież gitara w takich kapelach jak KoRn ma zupełnie inną funkcję niż tradycyjnie – raczej tylko podkład, ściana dźwięku, zero solówek.
JS: Nie podoba mi się to generalnie. Ja jestem zwolennikiem grania długich, fajnych solówek. Dużo, dużo gitar, jak najwięcej naturalnych instrumentów. Szczerze mówiąc, nie lubię tej całej nowoczesnej muzyki. Jest coraz zimniejsza, coraz bardziej sztuczna.
Qn: To jest właściwie cały jej urok…
JS: Ale dokąd to nas zaprowadzi? Ludzie stają się coraz bardziej zimni i obojętni… Architektura jest taka sama, samochody – wszystko traci ciepło. Zaczyna być takie martwe, z kosmosu, nie wiadomo skąd. To jest taka droga donikąd.
Qn: Jakie macie najbliższe plany koncertowe i wydawnicze?
JS: W tej chwili wydaliśmy płytę „Być albo mieć”, to jest nowa płyta studyjna. A koncerty gramy właściwie cały czas.
Qn: Właśnie. Ta płyta jest zaskakująca. Właściwie zmieniacie kierunek.
JS: Ja wiem, czy zmieniamy kierunek?… To jest wszystko to samo.
Qn: Jest dużo delikatniej, dużo więcej regałów niż na poprzednich płytach, jest też sekcja dęta i chórek.
JS: Rzeczywiście, jest trochę nastrojowo. A do chórów i sekcji ciągotki pozostały nam po współpracy z orkiestrą, kiedy to zagraliśmy w operze (wraz z Orkiestrą Symfoniczną i Chórem Państwowej Opery Śląskiej w Bytomiu 22 i 23 lutego 1998 – przyp. Qn). Mamy parę instrumentów dętych i dziewczyny. Jest po prostu inaczej.
Qn: Na dzisiejszym koncercie zaskoczyła mnie wersja „Wehikułu” z chórkiem. Tego brakowało!!
JS: To super. Jeżeli Ci się podobało, to się cieszę – cel został osiągnięty.
Qn: Co Was skłoniło do wydania soundtracku do filmu „To ja złodziej”?
JS: Wiesz co, nie wiem, ja przy tym nie byłem. To był pomysł wydawcy, a my oczywiście wyraziliśmy na to zgodę.
Qn: To już Cię nie męczę i dziękuję!