Nuta: Dlaczego za³o¿y³e¶ Lenny Valentino? Nie mog³e¶ zrealizowaæ nowych pomys³ów w Myslovitz?
Artur Rojek: Nie tyle nie mog³em, co nie chcia³em. Myslovitz jest w pewnym sensie spó³k±, a ja chcia³em byæ bardziej odpowiedzialny za ca³o¶æ. Poza tym mia³em ¶wiadomo¶æ, ¿e realizuj±c nowe pomys³y w ramach Myslovitz, ostateczny efekt i tak by³by bliski stylowi Myslovitz. Brzmia³oby to profesjonalnie, klarownie, przejrzy¶cie. Tymczasem zale¿a³o mi na czym¶ dok³adnie odwrotnym, na muzyce bez elementu kalkulacji, muzyce spontanicznej. Przyznam, ¿e mam czasem wra¿enie, ¿e zaczynamy robiæ w Myslovitz piosenki w zbyt wydumany sposób, a to nie do koñca mi odpowiada.
Nuta: Zak³adaj±c nowy zespó³ chcia³e¶ wiêc odtworzyæ atmosferê debiutu? Energiê, która powstaje przy zaczynaniu czego¶ od nowa?
Artur Rojek: Tak i jest to fantastyczne uczucie, kiedy co¶ tworzysz od podstaw. Nie kontynuujesz, ale zaczynasz.
Nuta: Rozumiem wiêc, ¿e w Myslovitz czujecie siê ju¿ trochê przywi±zani do pewnego schematu?
Artur Rojek: Nie wiem, co odpowiedzieliby na to pozostali muzycy, ale ja mam wra¿enie, ¿e jeste¶my ju¿ trochê zmêczeni. Zmêczeni ca³± sytuacj±: tym, ¿e gramy tyle koncertów, ¿e praktycznie od o¶miu lat pracujemy w³a¶ciwie tylko ze sob±... Po prostu potrzebowa³em trochê ¶wie¿ego powietrza.
Nuta: Pierwotnie w sk³adzie Lenny Valentino wystêpowali z tob± muzycy szerzej nie znani. Skoro poszukiwa³e¶ atmosfery prawdziwego debiutu, sk±d pomys³ na wspó³pracê z, b±d¼ co b±d¼ do¶wiadczonymi, muzykami ¦cianki?
Artur Rojek: Mo¿e w pierwszym sk³adzie grali muzycy niezbyt znani, ale jednocze¶nie nie byli to amatorzy. Ka¿dy z nich ¿y³ z muzyki. Natomiast mi chodzi³o o co¶ innego. Ja sam przecie¿, chc±c nie chc±c pos³ugujê siê pewnym schematem wypracowanym w Myslovitz. Muzycy, z którymi gra³em na pocz±tku raczej podporz±dkowali siê temu, zamiast wnie¶æ tu co¶ od siebie. Potrzebowa³em ludzi, na tyle wyrazistych i silnych osobowo¶ci, którzy odciêliby mnie od Myslovitz. Muzycy ¦cianki bez w±tpienia s± takimi osobowo¶ciami.
Nuta: W zwi±zku z tym mo¿e pojawiæ siê zarzut, ¿e w Lenny Valentino muzycy ¦cianki chc± pod³±czyæ siê pod twoj± renomê na rynku popowym, za¶ ty chcesz wykorzystaæ ich renomê w ¶rodowisku alternatywnym?
Artur Rojek: Rzeczywi¶cie ju¿ s³ysza³em takie opinie. Nie wiem co mam odpowiedzieæ – za³apywanie siê na renomê ¦cianki nie jest mi do niczego potrzebne. Mi zale¿a³o na tym, ¿eby nagraæ dobr± p³ytê i znale¼æ siê w muzycznych rejonach, których ani w Myslovitz, ani graj±c solowo nigdy bym pewnie nie osi±gn±³. To, co zrobi³a ¦cianka na „Statku Kosmicznym”, a jeszcze bardziej na „Dniach Wiatru” na tyle mn± wstrz±snê³o, ¿e chcia³em z nimi wspó³pracowaæ. Pomy¶la³em, ¿e je¶li ci muzycy s± w stanie dokonaæ takiej wolty, jakiej dokonali na swoich dwóch p³ytach, to prawdopodobnie bez problemu nadadz± zupe³nie nowego charakteru piosenkom Lenny’ego. Na to liczy³em. Ja rozumiem, ¿e oni maj± jak±¶ renomê w ¶rodowisku alternatywnym, ale ta renoma jest w gruncie rzeczy bardzo umowna. Mogê siê myliæ, ale to ¶rodowisko wydaje mi siê takim... towarzystwem wzajemnej adoracji. Zupe³nie mi nie zale¿y na uznaniu czy nie uznaniu przez nich moich piosenek.
Nuta: ¦cianka, jak sam zauwa¿y³e¶, ma dwa oblicza. Pierwsze – rockowe, znane z pierwszej p³yty i koncertów, oraz drugie – znane z "Dni wiatru" - bli¿sze muzyce wspó³czesnej ni¿ rockowej. Która formu³a bardziej ciê kusi³a?
Artur Rojek: Ani jedna ani druga. Mnie poci±ga³ raczej ich sposób my¶lenia. Niezale¿nie od tego czy komponuj± piosenkê czy utwór awangardowy, zawsze pozostawiaj± pewn± przestrzeñ, nie dopowiadaj± jej do koñca. Oni podchodz± do utworów bardzo szeroko, nie traktuj± ich jak piosenek maj±cych pocz±tek i koniec. Maciek Cie¶lak okre¶li³ to bardzo fajnie „budowaniem wokó³ kompozycji odrêbnych ¶wiatów”. I tak starali¶my siê pracowaæ.
Nuta: Czy postrzegasz Sissy Records tylko jako firmê fonograficzn±, czy szerzej, jako ¶rodowisko muzyczne?
Artur Rojek: W centrum tego wszystkiego stoi Józek, a arty¶ci kr±¿±cy wokó³, to jego przyjaciele albo ludzie, których ceni i szanuje. Rzeczywi¶cie nie jest to typowa firma i mo¿e sprawiaæ wra¿enie zwartego ¶rodowiska, ale tak naprawdê to my wszyscy nie znamy siê zbyt dobrze. Ja znam Andrzeja Smolika, znam ch³opaków ze ¦cianki, ale na przyk³ad muzyków Homosapiens nigdy nie spotka³em. Generalnie my¶lê, ¿e wszystko powoli zmierza ku temu, ¿eby Sissy by³o tak± firm± przyjació³, chocia¿ musze przyznaæ, ¿e by³em przeciwny, aby inni muzycy nagrywali swoje wersje utworów Lenny Valentino.
Nuta: Nie podoba Ci siê ten pomys³? Dotychczasowe single tego typu by³y niez³e...
Artur Rojek: Sam pomys³ jest znakomity, ale wydaje mi siê, ¿e promowanie ka¿dej p³yty w ten sam sposób doprowadzi³by do pewnego przesytu. To nasz debiut i zale¿a³o mi, ¿eby p³ytê promowa³ jednak nasz utwór w naszym wykonaniu.
Nuta: Pamiêtam, ¿e kiedy rozmawiali¶my kilka lat temu, dosyæ stanowczo odcina³e¶ siê od nowoczesnej elektroniki. Lenny Valentino jest co prawda zespo³em gitarowym, jednak ¶lady my¶lenia o muzyce kategoriami wprowadzonymi przez elektronikê i post rock s± tutaj do¶æ wyra¼ne. Jak dzisiaj ocenisz kulturê techno?
Artur Rojek: Zupe³nie inaczej. Staram siê ¶ledziæ to, co dzieje siê aktualnie w muzyce i nie mam w±tpliwo¶ci, ¿e elektronika jest najbardziej progresywnym i najintensywniej rozwijaj±cym siê aktualnie nurtem. Nie zasmakowa³em co prawda klubowego wymiaru techno, ale jako s³uchacz jestem pe³en podziwu. Ale wcale nie zgadzam siê, ¿e techno zniszczy³o muzykê gitarow±. Zgoda, skompromitowa³o trochê formu³ê zespo³u rock’n’rollowego, ale jednocze¶nie otworzy³o zupe³nie nowe drogi dla grania gitarowego. Powstanie Lenny Valentino jest w³a¶nie tak± moj± prób± pój¶cia tym drogami. Wyj¶cia poza tradycyjn± formu³ê rockowego zespo³u, ¶piewaj±cego melodyjne piosenki.